[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Steinar sam troszczył się o siebie. Przywykł wszak do tego od dawna. Ze zdzi-
wieniem jednak obserwował, z jakim oddaniem młodziutka dziewczyna opiekuje
się czarnoksiężnikiem i jak on, pomimo swego milczenia i zamknięcia, je odwza-
jemnia.
I Tiril, i Steinar dostrzegali, że Móri z każdym dniem czuje się lepiej. Twarz
nie była już przerażającą upiorną maska, miał więcej sił i więcej chęci życia.
89
Czyżby chciał podjąć z nimi walkę? Z milczącymi, niewidzialnymi towarzy-
szami podróży?
Pewnego dnia w siekÄ…cym deszczu, na nieprzyjaznym terenie pokrytym nie-
równo lawa, pełnym na przemian głębokich rozpadlin i wielkich głazów, Tiril
przeżyła nieprzyjemną przygodę. Zdarzyło się to tego dnia, kiedy zmuszeni by-
li zjechać z wybranej trasy i przeprawiać się przez trudny do przebycia odcinek
drogi.
Steinar szedł przodem, prowadził konie, z których pozsiadali, ale pierwszy
biegł Nero. Móri zamykał pochód.
Tiril straciła go z oczu, zniknął gdzieś wśród wysokich formacji lawy, podczas
gdy ona, przecisnąwszy się przez wąską szczelinę, znalazła się już na płaskim
terenie. Zaniepokojona o przyjaciela zaczęła się cofać.
Właśnie wtedy, wracając przez ciasną szczelinę,  ujrzała ich.
Nie zobaczyła ich naprawdę, lecz wyczuła tak wyraznie, jakby byli konkret-
nymi, namacalnymi istotami.
Było ich znacznie więcej, niż się spodziewała, pięcioro albo siedmioro, stali
w szczelinie po obu jej stronach, opierali się o kamienie i nie chcieli jej przepuścić.
Móri był ich własnością.
Nie mogła przejść. Jeden z nich stanął na środku i zagrodził jej drogę.
Milczący, nieruchomi, grozni. . . Wytworze myśli, wytworze wyobrazni, zgiń,
przepadnij!
Stanęła jedną nogą na nieco wyższym występie, prawie stopniu. Zgiń, prze-
padnij, nie wierzÄ™ w was!
Oddychała ciężko. Była śmiertelnie przerażona, ale nie zamierzała ustąpić.
Móri jest mój, chciała krzyknąć, lecz nie śmiała.
Właśnie wtedy on sam ukazał się na górze. Zatrzymał się jak wryty, w lot
zorientował się w sytuacji.
 Tiril  nakazał ostrym, władczym głosem.  Natychmiast zawracaj, idz
za Steinarem! Słyszałaś?
 A ty?
 Ja sobie poradzÄ™. Idz! I nie odwracaj siÄ™!
Nie protestowała. Słyszała, że Móri mówi coś z wściekłością, tak samo wład-
czo jak przed chwilą do niej, lecz jego słowa były całkiem niezrozumiałe.
W oczach Tiril zakręciły się łzy. Rozgniewał się na nią. A przecież chciała
tylko jego dobra!
Wkrótce usłyszała jego kroki, dogonił ją. Chudą, suchą, chłodną dłonią ujął ją
za rękę.
 Wybacz mi, Tiril! Naprawdę mnie wystraszyłaś. Miałem wrażenie, że. . .
90
 %7łe ich widzę? W pewnym sensie tak właśnie było. Potrafiłabym nawet
powiedzieć, w którym miejscu stali. Cóż za głupstwa!
Móri głęboko westchnął. Wyczuła jego strach.
 Tiril. . . Najdroższa przyjaciółko. Jeśli podobna sytuacja się powtórzy, ucie-
kaj. BÅ‚agam ciÄ™ na wszystko, nie sprzeciwiaj siÄ™ im! UstÄ…p. Obiecujesz? Inaczej
nie zaznam chwili spokoju.
 Obiecuję, lecz bardzo niechętnie. Bo jestem ich ogromnie ciekawa. Bardzo
chciałabym zobaczyć te istoty, choć przez moment. Pozwól mi na to, pozwól mi
potrzymać przez chwilę twój magiczny znak!
 Nie, nie i jeszcze raz nie  rzekł stanowczo.  Prawie ich już widziałaś.
To stanowczo za wiele.
 Jak uważasz  zgodziła się z żalem.
 Zrozum, niepokoję się o ciebie  powiedział, ściskając ją za rękę.
Te słowa rozgrzały jej serce.
Przedostatniego dnia wyprawy słońce nareszcie przebiło się przez pokrywę
chmur i w jednej chwili wszystkie troski zbladły. Przeziębienie już tak nie doku-
czało Tiril, z paskudnego kataru przekształciło się teraz w bardziej romantyczny
kaszel, udało się jej też nie zarazić żadnego z mężczyzn.
Ostatnia noc, ostatni wieczór pod gołym niebem. . .
Dotarli już prawie do Rejkiawiku. Na zachodzie widać było morze. Deszczo- [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • policzgwiazdy.htw.pl