[ Pobierz całość w formacie PDF ]

gie, w której zaczynasz obawiad się ataku krokodyla zza pralki).
Wąskie korytarze, wąskie schody, dokładnie pomalowane ściany
sypialo, drobiazgowe wykooczenia, a w Å‚azience budzÄ…ca cieka-
wośd ogromna apteczka - chociaż biorąc pod uwagę czystą cerę
gospodyni, jej spokojne i wyważone ruchy, nie wydawało się,
żeby miała jakiekolwiek tabletki warte buchnięcia.
 Ile chcecie za ten dom?  spytałem.
Wymieniła kwotę. Oczywiście zdawała się absurdalnie wysoka,
ale porównywalna do wartości mojego loftu w fabryce cukierków,
który, jak mi powiedziano,  jest teraz w modzie" u młodych, odno-
szących sukcesy osób (z telefonem komórkowym i trzydniowym
zarostem). Jest to miejsce dla zwycięzców i dla nowoczesnych lu-
dzi. Czyli, jednym słowem, dla gnojków.
Wyjaśniłem jej moją sytuację: bardzo chciałem mieszkad obok
mojego nastoletniego syna i mojej byłej żony. To ją ujęło. Czy
mógłbym mied pierwszeostwo w jego zakupie? Tak, powiedziała.
Porozmawia z mężem.
U nas w domu zaczął się szał. Telefony do banku, do mieszka-
jącej w lofcie Maggie (zachwyt, zielone światło i wilgotne oczy),
92
kolejna rozmowa ze szczupłą sąsiadką. Wszystko wyglądało
w porzÄ…dku.
Ale pózniej, z powodu, którego nie potrafię zrozumied, szczu-
pła i jej jajogłowy mąż zdecydowali, że nie będziemy mieli pierw-
szeostwa. Pewnego popołudnia sąsiad sztywno mnie poinformo-
wał, że odbędą się dwie prezentacje, podczas których możemy
zaoferowad naszą cenę. Tak samo jak wszyscy inni. Nie były to
dobre wieści. Greektown również stawało się modne; ceny były
zastraszające. Można było dostad o dwieście tysięcy dolarów wię-
cej, niż żądano.
Dzieo lub dwa przed  prezentacjÄ…" wziÄ…Å‚em Jessego na bok.
Poprosiłem go, żeby na popołudnie zaprosił do nas na werandę
kilku swoich kumpli. Stawiam piwo i papierosy. Impreza miała się
zacząd dokładnie o drugiej po południu.
Wyobrazcie sobie takÄ… akcjÄ™. Gdy potencjalni kupcy wbiegli
na schody domu obok, mijali pół tuzina pijących, palących nie-
robów w czapkach i okularach przeciwsłonecznych, siedzących
u nas na ganku. Nowi  sąsiedzi". Niektóre samochody zatrzymy-
wały się, dwie nieruchome twarze w oknie pasażera rejestrowały
scenę, następnie zapadała decyzja o odjezdzie.
Po jakiejś godzinie pojawił się szczurkowaty agent nierucho-
mości i spytał, czy właściciel jest w domu. Kuliłem się w salonie,
próbując oglądad telewizję. Moje wnętrzności wciąż się kurczyły,
jakby wył we mnie jakiś alarm samochodowy. (Poczucie winy).
 Nie, nie  szepnąłem Jessemu  powiedz, że mnie nie ma.
O czwartej prezentacja się skooczyła. Dwadzieścia minut póz-
niej skradałem się frontowymi schodami i chciałem udad się na
drinka do greckiej restauracji, ponieważ byłem kłębkiem nerwów;
wtedy zjawił się agent. Jego twarz była mała i koścista, skóra skur-
czona, jak gdyby od nieprzyjemnych myśli; jej blask był odpycha-
jÄ…cy.
 Dżentelmeni na ganku  powiedział  stanowili problem.
93
Starałem się zmienid temat; radosnym głosem pytałem go
o rynek nieruchomości, o okolicę; byd może sam skorzystam
z jego usług - planowałem kupid dom. Ha, ha, ha, zaśmiałem się
jak pirat. Nie dał się odciągnąd od tematu. Nie uśmiechając się,
powiedział, że ich przekleostwa wystraszyły klientów.
 Nigdy!  powiedziałem, jak gdybym bronił mojej królowej.
Następnego dnia, w niedzielę, również odbyła się prezen-
tacja. Mżyło, niebo było szare, nad parkiem nisko latały mewy,
niektóre chodziły z odwróconymi głowami i otwartymi dzio-
bami, wyglądały, jakby płukały gardła. Pomimo złych przeczud
postanowiłem trzymad się mojej strategii. Więcej piwa, więcej
papierosów, więcej rzucających złowieszcze spojrzenia, przygar-
bionych typów.
Nie miałem dośd mocnych nerwów, by zostad w domu, i poje-
chałem mostem, żeby załatwid jakieś wymyślone sprawy. Nie wró-
ciłem do domu przed czwartą. Przestało padad. Właśnie mijałem
grecką knajpę, w której często jadaliśmy, gdy ujrzałem na chod-
niku idącego ku mnie Jessego. Uśmiechał się, ale jakoś ostrożnie,
jakby asekuracyjnie.
 Mieliśmy mały problem  powiedział.
Na kilka minut przed prezentacjÄ… na nasz trawnik wtargnÄ…Å‚ Å‚y-
sogłowy - tym razem to on miał okulary przeciwsłoneczne - i walił
pięściami w drzwi wejściowe.Typki z werandy gapiły się na niego,
a on zażądał widzenia ze mną.
Ze mnÄ…?
 Ojca nie ma  powiedział Jesse.
 Wiem, co on wyprawia  ryknął łysol.  Próbuje zrobid za-
mach na sprzedaż domu.
Zamach na sprzedaż domu? Ostre słowa. Zwłaszcza że
były prawdziwe. Poczułem nagły przypływ wstydu, a nawet go-
rzej; ogarnęło mnie takie młodzieocze uczucie, jakby dom był
zajęty przez płomienie;  miałem duże kłopoty". Jakbym wziął
94
bez pozwolenia kluczyki od samochodu ojca, jechał bez prawka
i rozbił auto. Prześladowało mnie również niemiłe przeświadcze-
nie, że przez cały czas Jesse wiedział, iż nie mam racji. Nie wspomi-
nając już o tym, że właśnie jego w to wplątałem. Jako rodzic daję
świetny przykład. Jak przezwyciężyd kryzys. Jak dostad to, czego
się pragnie. Daj mi go, Maggie, a ja postaram się, by szedł właści-
wą drogą i mógł wylecied z gniazda.
 Zabrałem wszystkich do środka  powiedział.
 Czy powrót teraz jest bezpieczny?
 Ja bym trochę poczekał. Jest porządnie wkurzony.
Kilka dni pózniej poprosiłem przyjaciela, żeby zalicytował za
mnie, udając, że to on chce kupid dom. Oni jednak musieli to
przewidzied; nawet nie chcieli z nim gadad. Wszystkie te moje
machlojki na nic się zdały, tak samo jak moje wciąganie dziecia-
ków w głupią, nieetyczną gierkę. Dom został kupiony przez parę
gejów, właścicieli kwiaciarni. Zapłacili za niego prawie pół milio-
na dolarów.
Zastanawiałem się, czy Jesse zapamięta ten epizod do kooca
życia? (Nigdy nie wiesz, kiedy okno jest otwarte. A kiedy jest, nie
chcesz wyrzucad przez nie zdechłego psa). Następnego dnia wzią-
Å‚em go na bok.
 Popełniłem ogromny błąd  powiedziałem.
 Nie ma nic złego w tym, że człowiek chce mieszkad obok
swojej rodziny  odparł. Przerwałem mu.
 Gdyby ktoś urządził mi taką akcję, kiedy to ja próbował-
bym sprzedad dom, udałbym się do niego z karabinem maszy-
nowym.
 Wciąż myślę, że postąpiłeś słusznie  upierał się.
Ciężko było go przekonad do tego, żeby spojrzał na to z innej
perspektywy.
 Jestem taki jak ten facet ze Złodziei rowerów. Uważałem,
że to było dobre tylko dlatego, że w tej chwili tak mi pasowało.
95
 A co, jeśli to było dobre?  odciął się. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • policzgwiazdy.htw.pl