[ Pobierz całość w formacie PDF ]

szybko, sądząc po powagę i rozległość obrażeń.
- Cóż, zważając na jej stan śpiączki, zamierzam uaktualnić jej stan - z
"Krytycznego" na "Zmiertelny". - Melling spojrzał znad karty, którą
wypisywał. - Zgadzasz się?
- Pewnie, ma sens. - Gujral wpatrywał się w pacjentkę przez długi czas. -
ciekawe czy przetrwa noc.
Melling odłożył kartę na przednią poręcz łóżka.
- Gdybym był rodzajem lekarza, który byłby wystarczająco niewrażliwy,
żeby nadawać szanse czemuś takiemu, prawdopodobnie stawiałbym pięć
na trzy przeciwko.
Gujral spojrzał na nieprzytomną Libby Chastain po raz ostatni.
- Tak. - Powiedział ponuro. - To tak jak ja.
* * * *
Po śniadaniu, Morris wrócił do pokoju i przejrzał materiały, które AAA dał
mu o Salem. Obejmowały mapę miasta i zlokalizował ulicę, którą szukał
bez większych problemów. Była tylko sześć przecznic stąd.
Morris odłożył mapę i wyciągnął ręce przed siebie, dłońmi w dół. Z
satysfakcją zauważył, że były pewne. Mówiło się, że był przynajmniej
jeden rewolwerowiec w drzewie genealogicznym Morrisa i jakieÅ› jego
cechy przetrwały pokolenia. Morris zastanawiał się co ten stary
rewolwerowiec powiedziałby o przeciwniku, z którym miał się zmierzyć
tu, w Salem.
To miasto jest za małe dla nas dwóch, czarownico. Do licha!
Gdyby to było takie proste.
* * * *
Wiedział lepiej niż oczekiwać domu prosto z Rodziny Addamsów, więc
nie był zaskoczony, znajdując na 338 Chestnut ładnie wyglądający ceglany
dom kolonialny z azaliami i krzakami róż rosnącymi na frontowym
podwórku.
Ale nadal nie był przygotowany na to, co otworzy mu drzwi gdy zapuka.
Wyglądała na siedemnastolatkę gdy stała tam w ciasnych szortach i
czarnej koszulce 'Nine Inch Nails'. Zarówno brwi jak i jedno nozdrze było
przekłute małym złotym pierścienie. Nastroszone czarne włosy były
przecięte przez lekkie słuchawki podłączone do iPoda na jej pasku. Jej
głowa podskakiwała trochę w rytm czegoś, co słuchała.
Spojrzała na Morrisa z kompletną obojętnością osiągniętą tylko przez
służby cywilne i nastolatków i spytała.
- Czego chcesz?
Po chwili wahania, Morris powiedział,
- Szukam Christine Abernathy.
- Kogo?
Morris zaczął się zastanawiać czy miał właściwy adres. Ale młoda kobieta
zdjęła teraz słuchawki, więc powtórzył,
- Christine Abernathy.
- Oh. Um, tak. Wejdz.
Gdy Morris był już w środku, powiedziała,
- Tędy. - i poprowadziła go w dół wyłożonego wykładziną korytarza na
tyły domu. Korytarz kończył się wejściem do dużego, przestrzennego
pokoju, zalanego światłem słonecznym z kilku dużych okien. Morris
poszedł za dziewczyną do środka i zobaczył, że był to pewnego rodzaju
salon, zawierający niedobrane kanapy i fotele, kominek, duży telewizor i o
połowę mniejszy stół bilardowy. Plakaty ze Shreka i Spidermana ozdabiały
ściany, a rośliny doniczkowe zostały umieszczone pod każdym oknem.
Poza Morrisem i nastolatką, która go tu przyprowadziła, nie było nikogo w
pokoju.
Odwrócił się żeby spytać o coś dziewczynę - ale jej nie było. Nie słyszał
jak odchodziła.
Tak jak spięty był, powinien był ją usłyszeć.
Wrócił do drzwi, którymi wszedł i otwarł się. Długi korytarz był pusty.
Za nim, kobiecy głos powiedział,
- Witam w Salem, panie Morris. Mam nadzieję, że w twojej podróży nie
brakowało ciekawych... momentów.
Morris okręcił się w kierunku głosu i zobaczył, że przyjemnego salonu już
nie było.
Stał teraz w komnacie bez okien ze ścianami z kamienia, z łupkową
podłogą pokrytą kilkoma kilimami, na których utkano kabalistyczne
symbole. Komnata była słabo oświetlona przez świece umieszczone tu i
tam, oraz przez ogień pod, jak świat duży, spieniony kocioł.
Na półkach i szafkach stały zakurzone słoiki i butelki, oraz urządzenia,
których cele można było tylko zgadywać. Jakieś staro wyglądające
gobeliny wisiały na ścianach, przedstawiały sceny, którym Morris nie
chciał się przyglądać. Zresztą, jego spojrzenie przyciągnęła prawie
natychmiast kobieta siedząca na dużym, krześle wyglądającym jak tron,
patrzyła na niego z wyrazem rozbawionej pogardy.
Była tą samą nastolatką, która otworzyła mu drzwi. Poza tym, że nie była.
Ta młoda kobieta miała długie i falowane czarne włosy, nie krótkie jak w
jej drugim wcieleniu. Zniknęły kolczyki, teraz wydawała się nosić lekki
make up, jak również ocień szminki, który przypominał świeżą krew.
Współczesna odzież młodzieżowa została zastąpiona przez prostą czarną
sukienkę i rozszerzanymi rękawami i długą, rozkloszowaną spódnicą.
Stopy odziane w lśniące czarne buty były widoczne pod rąbkiem sukienki.
Morris postarał się odsunąć na bok jego najnowszy mentalny szok. Zrobił
kilka kroków do przodu, jego kroki były słyszalne na twardej podłodze.
Głosem tak spokojnym na jaki było go stać, powiedział,
- Christine Abernathy, jak rozumiem?
Młoda kobieta pochyliła swoją głowę w potwierdzeniu. [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • policzgwiazdy.htw.pl