[ Pobierz całość w formacie PDF ]

że trzeba by ten temat przepracować.
 Bractwo samo wszystko przepracuje  uśmiechnął się Denis.  Po
Komunie nawet smród nie zostanie, jeśli uznają, że tak należy.
 A ty co powiesz, Sopel?  Hamlet postanowił zasięgnąć mojej opinii.
 Nie zostanie.  Ani przez chwilę nie wątpiłem w prawdziwość słów
Sielina. Dopiłem resztkę piwa ze szklanki.  Tylko kiedy, oto pytanie. Wczoraj
Drużyna robiła porządek z Triadą, wątpię, żeby bracia pod nosem wojewody
zdecydowali się teraz robić rozpierduchę. Nie przy obecnym układzie sił.
 A jednak dzisiaj chcą zacząć.  Stas oparł się o ścianę, przymknął oczy. 
Myślę, że jest sens, korzystając z szumu, spróbować coś wywęszyć. Tylko trzeba by
wziąć się do roboty już teraz, bo do południa Bractwo gotowe sprawę załatwić.
 Jak dokładnie?  Denis zmarszczył brwi.
 Nie wiem. To co będzie?
 Beze mnie  od razu odezwał się Jary.  Mam bardzo ważne terminowe
spotkanie.
 A warto na nie iść?  spytał z niezrozumiałym dla mnie podtekstem
Hamlet.  Może na razie odłożyć?
 Warto, bez wątpliwości.  Borys wstał, podszedł do zwalonych przez
Sielina na kupę ubrań, wyciągnął krótką puchową kurtkę.  Wy też nie
zapominajcie o czasie.
 Nie zapomnimy.  Gorodowski znacząco pokiwał głową.  Stas, jesteś
pewien swoich przeczuć?
 Z nich żyję  odparł zapytany, podniósł z podłogi swój długi płaszcz. 
Co decydujecie?
 No i co z tobą zrobić?  westchnął ciężko Hamlet.  Denis, zostaniesz na
gospodarstwie?
 A gówno, idę z wami!  Sielin podszedł do zamontowanego w ścianie
sejfu, zaczął dopasowywać właściwy klucz.  Zliski, spluwę masz ze sobą, osłonisz
w razie czego?
 Z drzewa spadłeś?  Zakręciłem butelkę, z trudem odmawiając sobie
kolejnej porcji piwa. Powinienem trochę przystopować. Ale też dobre jak jasny
gwint! Widząc, co wyciąga z pancernego wnętrza szafki, aż zagwizdałem.  Chcesz
z tym wlec się przez połowę Fortu?
 Nie pękaj, mamy pozwolenia.  Zarżał, przypinając do paska spodni
kaburę ze stieczkinem, takie same pistolety podał Gorodowskiemu i Duńczykowi.
 Nie, powiedzcie mi, po kiego grzyba w ogóle się tam wybieracie? 
Wstałem. Prawdę mówiąc, nigdzie mi się nie chciało iść. Lepiej by w cieple jakąś
partyjkę zrobić.  Przecież nie wiadomo nic konkretnego.
 No to sobie popatrzymy.  Filip zaczął zapinać długi płaszcz.  Jeśli Stas
mówi, że warto, trzeba brać to na poważnie.
 Dobra, ja lecę.  Jary skoczył do drzwi.
 Spadaj  ziewnÄ…Å‚ Sielin.
 Ubierajcie się szybciej  pogonił pozostałych Stas, wyjął z kieszeni
płaszcza napełnioną magią krótką drewnianą pałkę.
 Nie ucz ojca...  odgryzł się Denis, ale podniósł z podłogi swój kożuch.
Duńczyk, już ubrany, wyszedł w ślad za Jarym, a Gorodowski rozpytywał o
coś Kalinnika półgłosem.
Dziwni ludzie. Niby poważni, w ostatnim czasie bardzo zyskali na znaczeniu, a
wystarczyło, aby Stas powiedział o swoich domysłach, żeby jak mali chłopcy
poderwali się z miejsc i polecieli. Nie, Stas bez wątpienia miał talent i wyczucie i na
poszukiwaniach zęby zjadł, ale sprawy tak po prostu się nie rozwijają. A może po
prostu czegoś nie wiedziałem?
 Sopel?  Sielin zamknÄ…Å‚ sejf, klepnÄ…Å‚ mnie w ramiÄ™.  ZasnÄ…Å‚eÅ›?
 CoÅ› w tym rodzaju.  WestchnÄ…Å‚em.  Po co wam jestem potrzebny?
 A co, zajęty jesteś?  Denis skierował się do wyjścia.
 Nie tak zaraz.  Nie zamierzałem opowiadać ściem na temat swoich
niecierpiących zwłoki obowiązków.
 No to się przejdziesz, odetchniesz świeżym powietrzem.  Denis wyszedł
ze składziku zaraz za mną.  Czegoś taki zgęziały?
 Bo nie mam ochoty zasuwać piechotą przez pół miasta  przyznałem.
 A kto tu siÄ™ gdzieÅ› wybiera na autonogach? Zaraz wezmiemy sanie i
pomkniemy z wiatrem  odpowiedział.  A ty nam jesteś potrzebny, Sopel. Dla
legitymizacji. Znasz takie słowo? Teraz wszyscy są nerwowi, nawet z licencją
niezbyt poręcznie łazić po ulicach pod bronią.
 No i miałeś już do czynienia z komunardami.  Hamlet pojawił się nie
wiadomo skąd w półmroku korytarza.  Sam wiesz, że osobiste kontakty to ważna
sprawa.
 Pójdę się tylko odlać.  Udałem, że ich wyjaśnienia w pełni mnie
satysfakcjonują. Coś jednak ściemniali. I coś mi się zdawało, że Hamlet z
Gorodowskim wiedzą o wiele więcej, niż chcą powiedzieć.
 To leć, a potem od razu do wyjścia, będziemy czekać.  Sielin klepnął
mnie w plecy.
 Dobra.
Szybko załatwiłem, co trzeba, skierowałem się do wyjścia i już w drzwiach
zderzyłem się z próbującym wejść Napalmem.
 O, Sopel  zdziwił się.  Po śniadanku?
 Praktycznie po obiedzie.  Zaśmiałem się.
 Dlaczego nie przyszedłeś po mnie?
 Od samego rana biegam w sprawach.
 Rozumiem.  Piromanta nie wchodził do środka, razem ze mną wyszedł na
ulicę.  Słuchaj, a co to za bałagan był wczoraj na twoim piętrze?
 Nic wielkiego.  Skrzywiłem się i wyjąłem plastikową butelkę.  Chcesz?
 Nie za wcześnie?  zdziwił się Napalm.  W dodatku na dworze... Można
się przeziębić.
 A ja się napiję.  Wziąłem kilka łyków, otarłem wargi, zamknąłem butlę i
schowałem ją z powrotem do kieszeni kufajki. Dobrze. Po raz pierwszy od długiego
czasu poczułem w głowie niezwykłą lekkość, a i rozgrzałem się wreszcie. Na dworze
mróz, a mnie ani trochę nie zimno. I pomyśleć, że wystarczyło po prostu napić się
piwa.
 Sopel!  wrzasnął oparty łokciami o tył sań Sielin. Hamlet z Kalinnikiem
siedzieli obok siebie, a Gorodowski trzymał wodze dwóch dużych koni.  Długo
mamy czekać?
 Idę.  Machnąłem do niego ręką.  Napalm, a ty jakie masz teraz plany?
 Tak w ogóle chciałem zjeść tutaj.
 Jeszcze zdążysz.  Ruszyłem do sań.  Jedziemy.
 Dokąd?  Zamrugał zaskoczony.
 Jak to dokąd? Przejechać się!
 Daj mi spokój, Sopel, jak chcę jeść.
 No dobra, skoro tak...  Pomysł zabrania go z sobą wydał mi się bardzo
dobry, ale przecież nie zmuszę go na siłę.
 A dokąd się wybraliście?  Piromanta, słysząc w moim głosie
niedopowiedzenie, zainteresował się jednak.
 Nawinęła się mała chałturka.  Zatrzymałem się.  Może wpadnie trochę
grosza. A może i nie...
 Będzie potem czas na obiad?
 Oczywiście.  Wlazłem do sań, usiadłem obok Denisa.
 No to jedziemy.
 Poznajcie się, to mój kolega, Napalm  przedstawiłem piromantę. 
Denis, Hamlet, Stas i Filip.
 Znamy siÄ™  burknÄ…Å‚ siedzÄ…cy na kozle Gorodowski.  Nie marzniesz
już?
 Nie marznę.  Piromanta zasiadł obok Stasa, demonstracyjnie rozpiął
skórzany tużurek.
 Dobrze ci  powiedział Filip i uderzył wodzami.
Koniska ruszyły, sanie wyjechały na ulicę, skrzypiąc płozami. Gorodowski nie [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • policzgwiazdy.htw.pl